10/02/2013

02/10/2013

V A L E N T I N  L O E L L M A N N



Valentin Loellmann holendersko-niemiecki designer ukończył właśnie remont swojego atelier zlokalizowanego w Maastricht. Powstała przestrzeń niesforna i kapryśna, balansująca na granicy świata realnego i baśniowego. O nieoczywistym charakterze wnętrza stanowią figlarne meble, które od podstaw zbudował (a właściwie powołał do życia) sam Loellmann. Loellmann nieustannie podkreśla swoją konserwatywną rolę w procesie twórczym i przybiera postać artysty-kreatora. Staje tym samym w poprzek postmodernistycznej modzie prowokującej i aktywizującej osoby trzecie do udziału w procesie powstawania dzieła. Loellmann zostaje kimś w rodzaju demiurga. Mówi o sobie ouder (rodzic), a stworzone przez siebie meble nazywa kinderen (dzieci). Podkreśla, że dzieci-meble w naturalny sposób odziedziczyły po nim niektóre cechy i zachowania: Moje kolekcje i przedmioty ujawniają dużą część mnie. Do materiałów, z których tworzy podchodzi z wielką czułością i traktuje je jak żywy organizm. Twierdzi, że kawałek drewna to zawsze coś więcej niż jedynie substancja i narzędzie. To możliwość, namiętność.

Skoro Loellmann wyeliminował do minimum udział osób trzecich w procesie narodzin mebli, to zadbał o to, by atelier spełniało twórcze wymogi. Wskazał je jako przestrzeń, która krystalizuje jego myśli, inspiracje oraz emocje, to moje środowisko spokoju i równowagi. Nie dziwi zatem opinia, że swoją prace uważa za rozkoszniejszą niż wakacje. Bezwstydne krzątanie się tu z piłą i miarką w dłoni musi być estetyczną hecą. 

Tymczasem Loellmanna można podglądać w Londynie do dwudziestego ósmego października. O TU.  












PHOTO: VALENTIN LOELLMANN FACEBOOK